W końcu powiada:

„I to jest prawda, że masz innego?”

„Prawda” — i podałam mu rękę, on ręki nie bierze.

„I gdybyś ty go nie miała, mogłabyś mnie polubić?”

„Nie wiem — mówię — może tak, a może nie”.

„Nie bierz — powiada — mojej ręki, ja dzisiaj z tobą jak pies chciałem postąpić, a teraz myślę, idę z tobą i myślę: cisnę ją w dół i będzie po mojemu”.

Byliśmy już niedaleko od domu.

„Nieprawda — mówię — Mitia, nie mógłbyś tego zrobić. A ja ciebie, że wielki ból ci przyczyniłam, przepraszam i wybacz to mnie. A teraz widzisz, jak ja tobie wierzę i abyś mnie źle nie wspominał...” — objęłam go i pocałowałam.

Odbiegłam, bo słyszę, szlocha na głos.

I powiedzcie mi, co to jest wszystko: czym ja jestem. Dlaczego ten chłopiec cierpi albo dlaczego mogło tak być, gdyby on istotnie silniejszy był?... I przecież ja bym już tego zapomnieć nie zdołała. Dlaczego można kobietę zawsze razem z duszą w błocie skąpać?