Okrutna bajka stała się ciałem i krwią.
Zajrzałem w oczy dziewczyny: było w nich jakby zdziwienie.
Ręce moje błądziły po jej ciele, usta bełkotały:
— Bejła, Bejła...
Nie wiedziałem, co czynię.
Inny człowiek, któregom nie znał, rzucał się na to młode ciało, wpijał się w nie, chwytał gorącymi wargami jej ramiona, gryzł je z jakimś skowytem. To znowu podnosił się i dźwigał w ramionach dziewczynę, patrzył w nią osłupiałym wzrokiem.
To jest ona — tajemnica myśli najskrytszych: naga kobieta — rzecz.
I zaciskały się znów kurczowo ramiona.
Na dnie duszy coś okrutnego wołało wciąż o nową rozkosz, o nowy dowód władzy nad tym dyszącym ciałem.
Z piersi dziewczyny wydobywał się cichy jęk.