— Słowo.

Jedyną winą Lizoguba było, że cały znaczny majątek ofiarował na cele rewolucyjne. Nawet nie zdołał go przelać jeszcze, bo dopiero zaczynał go spieniężać. Własny administrator, Dryga, zadenuncjował go. Żadnych innych oskarżeń przeciwko Lizogubowi nie było oprócz jednego chyba.

Był to człowiek siły i czystości charakteru, które musiały wydać się przerażające władzom śledczym.

— On jest całkiem jak Chrystus — rzekł Strelnikow. — Rewolucja nie powinna mieć Chrystusów, to nazbyt niebezpieczne.

Lizogub został skazany na śmierć.

Michajłow bił pięścią w stół, płakał, kiedy słuchał tego opowiadania.

I istotnie generał-gubernator dotrzymał słowa: Lizogub był powieszony. Ale Strelnikow został zdystansowany, on powiesił wprawdzie Lizoguba, ale III Wydział powiesił Drygę. Dryga miał obiecaną nagrodę za denuncjację. W ten czy inny sposób był niebezpieczny dla policji i został skazany na śmierć za stosunki z rewolucjonistami.

— Lizogub! Lizogub! — powtarzał Michajłow. — Człowiek ten nie kupował sobie palta, nie palił w piecu, wyrzekł się tytoniu, marzł w jakimś lichym surducie, aby nie zużyć grosza na siebie. Nie brał udziału w ruchu, aby rząd nie miał pretekstu dla skonfiskowania jego majątku, aby cały ten majątek mógł pójść na sprawę. On myślał, że im potrzeba jakichś dowodów, że oni się będą w ceremonie prawne z nami bawić, on nie wiedział, że nas wolno zabić, jak się chce i gdy się chce.

— Nie trzeba nawet patentu, że się umie wieszać — mówił Cyprianow. — Kat, który wieszał Osińskiego553, czynił to po raz pierwszy i dwa razy źle zakładał stryczek. Osiński wił się jeszcze w kwadrans po powieszeniu. Żandarmski generał niepokoić się raczył, co to znaczy, że wróg ojczyzny ma tak twarde życie, i kata po buzi przejechał. Ale ten, poczciwa dusza, bez urazy rzekł: „I tak umrze, panie generale. I tak umrze”. Wszyscy my umrzemy i tak. To „i tak” pan Strelnikow powinien postawić sobie za motto pamiętników, jeżeli je pisze.

Osiński był naszym ulubieńcem.