— Że on nie ujdzie.
Ścisnąłem mu rękę:
— Żelabow obliczył wszelkie szanse. Zdaje się, że niepodobna, aby uszedł.
Nieczajew milczał i nagle ciężko podniósł rękę skutą, przycisnął mnie do piersi.
— Za wszystko, za wszystko to — niech wam nie zadrży ręka, niech ja już tu zginę — niech to wiem. Ten dzień mi tylko dajcie.
Wariat za ścianą łkał, ryczał na głos:
— Hospody pomiłuj, hospody pomiłuj raba Aleksieja630.
— Za cesarzewicza Aleksieja631 się uważa — rzekł Nieczajew. — Tu kamienie wszystkie krwią płaczą. W tej celi siedział Rylejew632, potem Polak jakiś — to napis polski — przeczytasz może tu w kącie, koło okna, nade mną...
Wyryte były litery:
„Umiera tu szlachcic polski, co oddał krew, życie, a w grobie dopiero poznał, że ojczyzna to nie może być krzywda milionów. Pokoleniom, które przejdą, przekazuje chłopa polskiego i zemstę. Odrodzenie ludowe przez swobodę. Umieram sam, sczeznę na wieki, bo Bóg jest kłamstwem i na mogile prawdy chwałę swoją śpiewa. Krwawe ręce obalą ołtarze i trony. Polaku, jeśli będziesz tu, nie bądź szlachcicem. Nazwiska nie kładę, bo chcę umrzeć jako to, czym jestem: nagi nędzarz w obliczu śmierci i wieczystej krzywdy.