Wszędzie gwiazdy, pustka i milczenie.

Czoło przyjaciółki Wiery nachmurzyło się, oczy błysnęły.

— To nieprawda — powiedziała — to nieprawda. Ja widziałam z bliska ten świat, ich gwiazdy — to świecidełka i pieniądz. Tam przelewa się krew dla błahostki. Ludzkim głodem tam się bawią złe dzieci. Los świata mają w ręku błazny i zbrodniarze. To nieprawda. Tam nawet nikt nie zasłużył na westchnienie ani pamięć. Poezja nie powinna im dać ani jednego słowa, gdy przytroczonych do wozu powlecze ich za sobą gniew ludowy. Tam nie zasługuje na ocalenie — nic. Tylko słabość, tchórzostwo nasze i brutalna siła ich osłania. Tam nie ma nikt prawa do naszej litości, współczucia. W jakimś uczonym dziele wyczytałam: „Winowajca ma prawo do śmierci jako przywrócenia sprawiedliwości, społeczeństwo winno mu śmierć”. — I powtórzyła: — Sprawiedliwość winna mu śmierć.

Rozstaliśmy się.

Od Wołzskiego dowiedziałem się, kim była ta przyjaciółka Wiery. My pomiędzy sobą tak często zmienialiśmy nazwiska, że nie zwracało się na nie uwagi.

Wołzski był cały pod wrażeniem. Siedzieliśmy z nim parę godzin jeszcze razem. Nie chciało mi się rozstać z nim.

On wpadł w jakiś miękki nastrój i oddawał się obrazom stwarzanym przez wzruszenie, gdy mówił:

— Huczą konie po zwodzonym moście, turkot słychać ciężkich, złotych kół, pędzi rydwan. U boków mścicielki strasznym wzrokiem wszędzie niosą śmierć. Z mieczem stoi na szczycie rydwanu w złotym kasku Atene, mścicielka. Huczą koła złote, wykuwane, tupot koni słychać już przed zamkiem. Porażona przez gorgony652 straż. Sina trwoga wykrzywiła lica. Pozostał sam jeden na tronie władca. Blada głowa chyli się w koronie.

O mścicielko, czyliż śmierć mi dasz?

Daj mi ciszę, wieczne zapomnienie —