Powóz skręcił. Perowska szła ku mnie. Szła, jakby nie chcąc obejrzeć się poza siebie.
Rozległ się głuchy huk.
Przeszła chwila.
Przejechał koło mnie jakiś oficer w pełnym pędzie, za nim drugi.
— Nic nie słychać — powiedziała Perowska. — Pierwszy stał Rysakow662.
Nagle wstrząsnął nami nowy huk.
— Teraz rzuca Kotik — powiedziała.
Tak nazywano Hryniewieckiego.
Kosiarzowi nie zabrakło zimnej krwi. Zmierzył odległość i rzucił pocisk pomiędzy siebie a cara. Ze zdruzgotanej karety po bombie Rysakowa car wyszedł nietknięty. Hryniewiecki rozwarł wrota śmierci...
Szliśmy z Sonią obok siebie...