— Paniczku, nie można — mówi, pokazując na drzwi. — Pan Celestyn z panem Augustynem w karty grają.
Tychon stoi u drzwi — słychać tasowanie kart.
— Głupstwo — mówię — stary, umarli po świecie nie chodzą.
— Zwykli umarli tylko — mówi Tychon. — Nasz pan też nie chciał umrzeć, pan dziedzic, pan Oktawian. A jednak zanieśliśmy go na cmentarz.
— Nie chciał? — pytam się i nagle czuję, że włosy mi stają na głowie.
Oto jestem na wiejskim cmentarzu naszym.
Tej mogiły tutaj nie było.
Jest noc, księżycowa jasna noc, słowik śpiewa.
— W taką noc powiesili Osińskiego — za moimi plecami mówi Cyprianow.
Cyprianow nie żyje przecież — przypominam sobie; nie chcę myśleć dłużej.