Chodzi szyldwach705 w szarym szynelu. Przez okienko szyldwach zagląda.

Jeszcze żyjesz, jeszcze oddychasz, o czym myślisz, tu już tylko ja.

Nikt nie usunie już śmierci-szyldwacha.

I to było przecież czystą prawdą.

Czekano tu wyłącznie na naszą śmierć. Cały ten gmach, wszystkie urządzenia, ludzie otaczający nas mieli to jedno na celu: czekać, aż pomrzemy.

Później podobno zaprowadzono tu zmiany.

Przeprowadzono mnie któregoś dnia do innej celi. Moją rewidowano tymczasem. Teraz sąsiadowałem z Siewierowem.

Siewierow był pogrążony w wielkiej pracy myślowej. Tu ten umysł, skazany na skamienienie, tworzył wielką teorię filozoficzną: w myśli układał cały traktat o budowie materii, mający za zadanie stworzyć ogólne podstawy teoretyczne, na których dałoby się oprzeć jedność badań i pojęć chemicznych, astronomicznych i fizycznych.

Szczęśliwi są ludzie mający siłę myśli, pozwalającą im w każdej chwili zawsze i wszędzie wymknąć się władzy czasu.

Siewierow siedzący tu pod kluczem w aresztanckiej kurtce — to był pozór tylko, przypadek, coś powierzchownego. Siewierow istotny, rzeczywisty, był w swoim własnym, przez myśl stworzonym świecie.