Chmury lecą ponad ziemią. Siadają na drzewach, które dopiero porastają w liście.

Witam je — złowróżbne ptaki, ptaki dobrej nadziei. Z pobojowisk lecą, z pól, na których śmierć kosi.

Nie przestawaj siać, straszliwy siewco.

Człowiek najbardziej trwa, gdy ginie.

Teraz jednak czasami widzę w pismach i książkach nowy głos, nową pieśń rządzącego sobą człowieka.

I myślę wtedy o mediolańskiej katedrze711: o wielkim pomniku dziejów, zbudowanym z serc, co pomarły.

I powtarzam słowa, które tyle razy słyszałem z drogich ust: zginąć tak, aby żyło z nas to, co chcemy — to jedyne zwycięstwo.

W podziemiach gdzieś rodzi się z bezlicznych ofiar przeszłość i dnia każdego i jutrem rządzić ma nasza wola.

Ona płynie podziemiami nurtem ukrytym.

I kiedy zamykam oczy, słucham, zdaje mi się, że to ja sam, przeszłość moja szumi i szemrze tam strumieniami pod ziemią.