Sam siebie musi tak wykuć człowiek.
Lubię słuchać pieśni młotów.
I lubię słońce nad zaoraną rolą. Idzie chłop, rzuca ziarno. Rzuca złoty siew i znowu wraca.
Odwracam się od niego i z wolna idę ku domowi.
Idę i myślę, kiełkuje gdzieś niwa. Zamiera złote ziarno.
Ślepy siewca idzie poprzez pola... Dusza myśli — czy usłyszę jeszcze wielki szmer niw?
Nasłuchuję i wciągam powietrze. Płynie nad polami chmura, czy widziała plon?
Ale wrony kraczą często ponad głową. To wiem: nim nadejdzie pora zbierać plon, niemało krwi wyleją czyjeś mężne piersi.
Nie szczędząc kości, kosi nieubłagana siła młode niwy.
Wrony kraczą ponad moją pustką.