Podfilipski pokiwał tylko głową.
— Praca, tak, to smutna konieczność, tak, ależ o takich rzeczach się nie mówi pod żadnym pozorem i o żadnych kierunkach. Jest niezgoda, ukłonić się, rozejść lub mówić o czymś innym. Sienkiewicz zawsze tak robi, gdy tylko czuje, że ludzie mogliby się rozcietrzewiać96, wpadać w tak zwany zapał (oh, quel abominable état97), kłania się i odchodzi lub mówi o czym innym. To jest nawet zdumiewające. Z początku myślałem, że przymusza się on nieco... ale nie... robi on to z natury. Oh! Il a une âme vraiment gantée...98
— Czyż jednak obowiązkiem naszym nie jest, przeciwnie, całą duszą wnikać w najgłębsze sprawy i zagadnienia?
— Och, młody człowieku, młody człowieku. — Podfilipski potrząsnął głową z ubolewaniem.
— Obowiązek... c’est un très grand mot...99 Nie należy nigdy używać wielkich słów — to parweniuszostwo100. Te wszystkie obowiązki, zadania, zagadnienia, a szczególniej głębokie zagadnienia... Głębokie — też piękne słowo. Gdy ludzie mówią o czymś głębokim, zaraz wpadają w zły ton. Sienkiewicz nigdy tego nie robi i dlatego kanalia tak go nie lubi. Ci ludzie, jak tylko przestają myśleć lub wzruszać się, nie mają już o czym mówić, a przecież właściwa rozmowa dopiero wtedy staje się możliwa. Myśl to coś tak ciężkiego, niewytwornego, c’est tellement roturier101. Można myśleć, ale tylko o kobietach i koniach, a z ich powodu nawet o filozofii i nieśmiertelności duszy, byle nie za wiele, jak Płoszowski102. Tak, Płoszowski myślał stanowczo za wiele. Wielką zasługą Sienkiewicza jest to, że powiedział nam, że myślimy za wiele. Sienkiewicz zrobił więcej; jestem przekonany, że gdyby Kant103 czytał Sienkiewicza przez miesiąc tylko, wstydziłby się tego, że napisał swoją Teodyceę104105, wymierzoną, jak wiadomo, przeciwko Świętej Inkwizycji Hiszpańskiej106. Sienkiewicz w swoich książkach stworzył atmosferę dobrego tonu, jest się w nich zawsze jak w salonie. Na jego bitwy nawet patrzy się zawsze jak gdyby na jakiś turniej z tarasu zamku lub na obrazy kinematograficzne z loży pierwszego piętra. I wychodzi się zawsze zadowolonym i dumnym. Bo Sienkiewicz dał nam dumę, o tym zapominacie zawsze, nauczył nas być dumnymi...
— Ale z czego? — spytałem.
— Wstydź się pan tego pytania. To dorobkiewiczostwo być dumnym z czegoś, duma z niczego — oto sztuka. Duma bez zasługi to dopiero prawdziwa duma. Opowiedziałbym panu — zatrzymał się na chwilę, nagle spostrzegł na moim biurku Claudine en ménage107 Willy’ego108 i przymrużył oko. — C’est compris. Nous sommes bien par delà du bien et du mal...109 nieprawdaż? Otóż raz zrobiłem w klubie woltę110, to jest, źle mówię, raz ktoś bez taktu zaprotestował przeciw temu, że zrobiłem woltę. Wywiązała się awantura, pojedynek, byłem znękany111, ale zacząłem czytać oblężenie Zbaraża112 i na drugi dzień położyłem swego przeciwnika na placu. To znaczy duma i pewność siebie.
Milczałem.
— Innym razem — mówił Podfilipski — myśląc o rozsadzeniu kolubryny113 przez Kmicica114, dokonałem na giełdzie prawdziwego coup d’état115 i wygrałem. Trzeba tylko być rezolutem116, a nie można być rezolutem bez dumy.
Pochyliłem głowę. Podfilipski spoglądał triumfalnie.