Kanalia-Hamlet? Nie wierzyłem własnym swym uszom.
— Ależ oczywiście, te wszystkie Hamlety, Fausty76, Konrady77, Irydiony78... c’est de la canaille79... Wszelki dramat, tragedia, c’est de la canaille, pomiędzy ludźmi taktownymi dramat jest niemożliwy. To wprost nieprzyzwoite być bohaterem dramatu. Mój Boże! Co dzieje się z tym biednym krajem; niech mi pan powie, dokąd nas to zaprowadzi, dokąd my idziemy? Où allons-nous?80
Milczałem.
— Nie może pan odpowiedzieć. Otóż to, nieszczęśliwy ten kraj! Trzeba mieć takt — ciągnął dalej Podfilipski — i Sienkiewicz go miał zawsze. Z początku miał kilka słabostek, te różne Bartki zwycięzcy81, Jaśki muzykanty82 i jakże tam... te... te... te... Szkice węglem83. Tak, décidément84 najgorsze były te Szkice węglem; no, ale il faut que la jeunesse se passe85... Za to potem co za takt... Niesłychane... Zwykle ces écrivailleurs86, jakże tam po polsku, te pismaki wiecznie chcą czymś komuś imponować. I to czym... Boże drogi! Podartym na łokciu ubraniem, wykrzywionymi butami. Wprost nie do wiary, do czego to nieraz dochodzi, trudno sobie wyobrazić. Taki pan na przykład cały tom pisze o swoich bólach duszy. Ja, kiedy mnie zęby bolą, zamykam się w domu, żeby mnie nikt nie widział, a przecież zęby są tak niezmiernie plus convenable87; albo jakieś tam sprawiedliwości czy nadużycia — no do tego są przecież sędziowie, urzędnicy, les fonctionnaires88, mówić o tym publicznie to jest wprost quelque chose d’inconcevable89. Trzeba być zupełnie „nie Urodzonym90”.
Zaczynałem rozumieć; punkt widzenia ten wszakże oszałamiał mnie nieco swą nowością.
— Słowem — powiedziałem — być taktownym, znaczy to zawsze wszystko znajdować na swoim miejscu.
— Otóż to. Il ne faut pour chercher midi à quatorze heures...91 To śmieszne, c’est du dernier ridicule92. Sienkiewicz nigdy tego nie robi, on nigdy się nie oburza, nigdy się nie gorszy, nie dziwi, czasem sobie coś skarci, bo przecież trzeba mieć swoje zdanie. Il faut avoir des opinions93.
— A ja myślałem, że przekonanie...
— Przekonanie, któż mówi o przekonaniach...? To tylko w parlamencie. W towarzystwie nie miewa się przekonań, a przede wszystkim nie narzuca się ich nikomu. Ja na przykład wolę baccarat94, pan, dajmy na to, lancknechta95... Czyż to powód, byśmy sobie skakali do oczu? Czyż to nie wszystko jedno? A patrz pan naokoło — ten jest arystokrata, a tamten — demokrata i już niesnaski, spory...
— Sądzę, iż jest to smutna konieczność życia, gdy ktoś pracuje w pewnym kierunku, wszystko, co staje mu na przeszkodzie...