Pan Podfilipski wzruszył ramionami.
— Co mi po artyzmie; nie jestem antyspołecznikiem jak Miriam73; mnie idzie o społeczeństwo, a ono potrzebuje nieomylności Sienkiewicza. On bronił nas, teraz zaleje wszystko...
Tu wstał i proroczym gestem wyciągnął rękę.
— Co? — zapytałem drżącym głosem.
— La canaille74 — wyszeptał z tragiczną grozą pan Podfilipski i, wyczerpany, upadł na krzesło.
Przestałem rozumieć zupełnie; utkwiłem zdumione i pytające spojrzenie w Podfilipskim.
On zaś mówił słabym i przytłumionym głosem:
— Wy już zatraciliście zmysł dla takich rzeczy, instynkt samozachowawczy jest w was zupełnie spaczony. Niedobrze się dzieje. Świat wyszedł z karbów jak za nieboszczyka Hamleta75... Biedny Hamlet... On chciał poprawić świat, on, który był właściwie źródłem i początkiem całego zła...
— Jak to? — spytałem, lecz pan Podfilipski machnął tylko ręką i mówił dalej.
— Hamlet myślał o życiu zbyt poważnie, sądził je — w tym właściwie tkwi jego grzech śmiertelny, brak taktu, po tym znaku rozróżniamy to, co jest kanalią, od tego, co nią nie jest.