Emanuel: Nic prócz miłości. Ona jest tylko wieczna, wiecznie żywa, nieskończenie tworząca.
VII
Benedykt: W tym chórze ostatnie słowo do mnie więc przynależy. Tu bowiem weszliście już w moją dziedzinę. Czas cały słuchałem i wydawało mi się, że nie słyszę nic, jak coraz to inny tekst tłumaczyć mający ten jeden wyraz „człowiek”. Rosło i zmieniało się wam coraz jego znaczenie. Czymże jest on wam teraz? Czy nie skrą miłości, co ponad otchłanią płonie i łuk swój kreśli?
Józef: Nie, bo skra nie powrócić ma i znowu zagasnąć, lecz ukochać: miłości inaczej by nie było. By zaś ukochać coś, trzeba dorównać. Bo miłością swą kochający wszystko mierzy. Kto chce ukochać słońce, musi być jak słońce.
Emanuel: Bóg z miłością ludzkość stwarzał, a że tworzył z miłości, więc jak Bóg ukochał. Bóg kochać może tylko boskie.
August: Lecz by boska się stać, ludzkość musi boskość w sobie stworzyć. By ją więc boską ukochać, dał jej Bóg swobodę. Wszystko z siebie, sobą zdobyć musi; lecz przeznaczona jest do rzeczy najwyższych.
Józef: A gdy najwyższość ta w łonie jej się zbudzi przeczuciem i zachwyci, rodzi się sztuka.
Emanuel: Czymże my jesteśmy...
August: Burzycielami mroków, w których ludzkość sama pęta siebie. Filozofia wyłuszczyć169 i upodstawować ma jak prawo to, co jest ludzkości wiecznym posiadaniem — wiarę w siebie.
Józef: Lecz już mówiliśmy, że wierzyć w siebie nie można, w świat nie wierząc.