Nie — to są już niesmaczne żarty, mój panie. To wszystko dobrze, ale nie trzeba przesadzać.
Rura unosi się w górę. Robotnicy stają rzędem na prawo
CIELĘCIEWICZ
Masz babo placek! Teraz nie wybrniemy stąd nigdy. Ale trupki już są. Pańska krew, panie Albert
z francuska
Węgorzewski. Synek wdał się w papę.
LEON
Masz więc pan w papę za to głupie gadanie.
Wali z taką siłą Cielęciewicza, że ten pada jak długi i leży jak martwy
— Ach! Po co ja to wszystko robię?! Czy to pomoże choć trochę mojej biednej staruszce?! I to bydlę żarty jakieś jeszcze śmiało tu robić! A, kanalia! Boże, Boże! Już nic nie ma przede mną oprócz męki.