OSOBA
Chodźmy stąd, Albercie — chodźmy stąd wszyscy. Jeśli on to przetrzyma, będzie silnym. Jeśli nie — niech go diabli wezmą — i tak zrobił swoje. Jego idee są już puszczone i nic ich nie zatrzyma. I to jest blaga, z tym pokojem bez wyjścia. Ręczę, że tu są jakieś drzwi za tymi krzesłami.
Idzie wprost roztrącając krzesła. Ciotka wstaje. Wszyscy — z wyjątkiem nieruchomych robotników i trupów — idą za Osobą. Ona maca ścianę
O — są ukryte drzwi, jest guzik.
Naciska. Drzwi à deux battants59 roztwierają się. Widać wiosenny pejzaż z górami, zalany słońcem. W pokoju światło przygasa i robi się czerwonawe. Wszyscy wychodzą przeze drzwi. Z chwilą wyjścia ostatniego zasłona czarna zasuwa się. Przez cały czas Leon stoi z rękami wczepionymi we włosy i z wyłupionymi oczami. Jak tylko zasłona się zasunęła, Leon rzuca się na kolana, zgarnia rozrzucone szczątki manekina Matki i przyciska je do piersi, pełzając na kolanach po podłodze
LEON
Aaa! Teraz nie mam już nic. Zabrali mi nawet wyrzut sumienia! Zabrali mi moją męczarnię!! Nie mam już nic, nic, nic! Tylko te pamiątki nieszczęsne! Aaaa!
PRAWOSKRZYDŁOWY W SZEREGU ROBOTNIKÓW
No, a teraz, panowie, mały samosąd w imieniu mdłej demokracji.
Rzucają się wszyscy na Leona, odrywają go od szczątków manekina i zaczynają dusić, wlokąc w kierunku zapadni, na którą wpuszczała się rura. Tłamszą go tam, zakrywając przed publicznością zupełnie, i wpychają w zapadnię