Zdaje się jaśnie pani: wszystko nowe, ładne i wcale nie straszne. Panicz teraz taki dobry...

MATKA

Nie pozwolił mi siedzieć u was w kuchni. A tu mnie tak bardzo źle, tak okropnie, jakby mnie dusiła jakaś obrzydliwa zmora. Coś takiego lepkiego, bez rąk i nóg, leży na mnie. I nie wiem, czy to kadłub bez członków, czy jakie zwierzę. A sama sobie zdaję się taka olbrzymia jak wieża. I chodzę taka duża po tych innych pokojach i patrzę na siebie drugą, też inną, jak biegam jako mała myszka po tych samych pokojach! I potem „pac”! — myszka łapie się w pułapkę i ja się budzę. To mi się tak zdaje kilka razy w dzień.

DOROTA

I to nie we śnie?

MATKA

Nie — robię robótkę wszystko jest tak, jak jest, a mimo to tamto się odbywa jakby w innym świecie, który mimo to jest tu. To może jest ta Wielość Rzeczywistości tego Chwistka34, tego filozofa, którego panicz teraz ciągle czyta — marzy mu się logizacja35 przemian społecznych w celu uniknięcia zjawisk cyklicznych — to jest paniczowi, nie Chwistkowi.

DOROTA

Ja tego nie rozumiem.

MATKA