Po co jaśnie pani robi robótkę? Przecież panicz teraz tak dużo zarabia, a młoda pani za to nocne pielęgniarstwo to przecie też dużo bierze.

MATKA

Trzy tysiące talarów tygodniowo. A panicz to jakoś nieregularnie — jak mu się uda z tym handlem. Ach — jak tylko popiję, to coś widzę, a tak, bez wódki, to bym całkiem oślepła. Ale czemu Dorota tak dziwnie mówiła o tych zajęciach dzieci? Jakby Dorocie się coś nie podobało — co?

DOROTA

Aale — nic a nic nie pomyślałam. Jak mnie się może coś nie podobać? Zajęcie jak każde inne — byle dobrze zarobić. Ale nie odpowiedziała mi jaśnie pani, po co męczyć się tą wieczną robótką? Teraz mogłaby pani odpocząć, kiedy młodzi państwo wzięli się już do roboty prawdziwej. A tak straci pani oczy do reszty.

MATKA

O — niech Dorota nie mówi. Już mi zaczynają te koła latać przed oczami. Nic nie widzę. Trzeba popić.

Pije

A robię tak sobie — coś tam też jest z tego, mimo że wobec tych dochodów to jest głupstwo. Już panicz mnie tak gnębi tą robotą, żebym ją rzuciła. Muszę prawie po kryjomu przed nim robić, że to niby tylko dla przyjemności. A zresztą, co bym ja robiła? Wszystko takie obce, straszne — ja chyba bym zwariowała, gdybym nic nie mogła robić. Dla mnie odpoczynek to najgorsza męka. A najstraszniejsza to noc. Sama jedna w tym łóżku paradnym — zdaje mi się, że jestem mała dziewczynka, kiedy byłam jeszcze baronówną — wie Dorota przecie, że jestem z bardzo dobrej...

DOROTA