Co ty mówisz? O jakim prawie? Ja też tylko ciebie kocham. Uściskaj mnie. To jakieś okropne nieporozumienie. Ludzie są synami, matkami, ojcami, braćmi i muszą się kochać mimo różnic — muszą. Powinni te różnice łagodzić, aby móc wytrzymać ze sobą. Inaczej życie staje się piekłem, jeśli ci, co się muszą kochać — nie z musu tylko, ale z przeznaczenia — nienawidzą się. Chodź, obejmij mnie tak jak dawniej. Mam wrażenie, że jesteśmy znów tam, w naszym dawnym mieszkanku. Tam byliśmy jednak szczęśliwi.

LEON

Ach, nie mów tak, nie mów tak. Nie staraliśmy się oboje o szczęście na prostej drodze. Tak — robiliśmy oboje? wszystko, aby wszystko zepsuć.

MATKA

oczy zakryte

Nie róbmy już sobie wyrzutów. Wszystko jeszcze będzie dobrze. Jakiś dziwny spokój mam w duszy. Albo wytrzeźwiałam, albo jestem bardzo, bardzo pijana. Wszystko przeszło mi: cały ten obłęd.

Ze strachem

A może ja już zwariowałam naprawdę?

Leon obejmuje ją dzikim uściskiem. Pauza

Nie — to ty jesteś! Już nie jesteś ten obcy, inny. Już nie jesteśmy w tym okropnym miejscu. Ale teraz powiedz mi: mnie to tak potwornie męczy. Ten ojciec Zosi, obrzydliwy cham, naopowiadał mi rzeczy tak strasznych — powiedz mi: tak lub nie. Tylko odpowiedz tym jednym słówkiem — ja ci uwierzę. Wiesz — są jakieś plotki o tobie, o Zosi, o jakichś podejrzanych ludziach, o pieniądzach...