Ależ, panie — to jest moja matka. Oślepła dziś i zwariowała — jest zupełnie bezpieczna. A przy tym ja ją wyssałem jak wampir. Rzecz szalenie zabawna: wyssałem ją przy pomocy robótek włóczkowych.
Matka tężeje w miarę tej rozmowy
BĘSKI
Co panu jest? Ja się pana boję.
LEON
Ależ nic, mój kochany panie Antoni. Zażyłem trochę kokainy po raz pierwszy w życiu. No — niech pan już idzie.
Bęski wychodzi, popychany przez Leona, kłaniając się Matce
MATKA
Tego nawet przy pomocy kokainy wytrzymać nie można. Już umieram. Ostatnie uderzenia serca. Tak prędko mi bije. Już nie wiem, kto jestem. Leon jest szpiegiem!!!
Pada martwa w tył. Leon rzuca się ku niej