Podczas pierwszego roku czasem jeszcze miałem ochotę na „papierosika” na wycieczkach górskich. Od początku roku drugiego z politowaniem i zgrozą patrzyłem na tych, którzy mieli odwagę wchłaniać do płuc cuchnący przetwór niedostatecznego spalania tego wstrętnego zielska172. Wskutek wspomnianych przerw w NP są ludzie, którzy przestawszy palić pod wpływem mojej książki, mają dłuższe okresy NP ode mnie; szczerze im tego zazdroszczę i czuję się bardzo upokorzony wspomnianymi nawrotami — wolałbym, aby ich nie było. Wzywam tu po raz ostatni już chyba wszystkich palaczy, aby masowo organizowali się w kluby NP-istów w celu zwalczania ohydnego, nic niedającego nałogu. Inaczej by wyglądały losy nasze, gdyby pewni ludzie nie palili173. Wierzę, że gdyby kierownicy wszechświatowej polityki nie palili, cały świat miałby dziś zupełnie inną niż obecnie strukturę, a Polska stałaby może na czele postępu ludzkości.
II. Problem N∏ (Pi)
Nigdy nie byłem nałogowym pijakiem. Pozwalałem sobie w okresach intensywnej pracy (już w czasie NP) na krótkie (kilkutygodniowe) okresy nałogowego picia piwa. Nic nie ma rozkoszniejszego jak „kurze Gewohnheiten174” (Nietzsche). Ale biada temu, co z „kurze” wejdzie na „lange175”; na to też tylko prawdziwy „tajten” może sobie pozwolić. Piwo tylko pite nałogowo (po kilka bomb do kilkunastu nawet dziennie) daje niebanalne wyniki: ożywienie i wzmożenie wytwórczości (w przeciwieństwie do senności, którą wywołują małe dawki u początku „piwozy”). Sądzę, że głównym działaniem piwa, prócz minimalnego działania alkoholu, są: witaminy słodu i nie znane bliżej (prócz jednej zdaje się lupuliny) alkaloidy chmielu. Warto by zrobić jakieś „stężone piwo” nie w sensie alkoholowym, tylko w sensie tych właśnie składników. Piętnastoprocentowe piwo tzw. „świętojańskie” jest tegoż piwa samej idei profanacją.
Wóda jest świństwo i należy ją pić tylko w razie silnego grypowatego przeziębienia, i to wyłącznie pierwszego dnia: pół litra do obiadu i pół litra do kolacji najwyżej. Poza tym może być dozwolona tylko na wielkich uroczystościach. Wóda za kartkami — jedyne wyjście — inaczej Polska zginie od niej, a głównie od tabaku.
Kokaina — ohydne świństwo. Coraz rzadziej ją zażywałem i glątwa była coraz potworniejsza, przy osłabieniu wybitnym produkcji rysunkowych specjalnych, które dawniej rzeczywiście były wyjątkowe. Trudno! Przypuszczam, że nawet nie będę więcej robił eksperymentów z tym paskudztwem, jakkolwiek absolutnie zarzec się nie mogę. To nie był żaden nałóg: jedynym nałogiem były papierosy, piwo zaś i herbata, których wspaniałe działanie na krótkich okresach zaprzeczyć się nie da, są w zupełności opanowane. Po okresie ostrej piwozy (np. tydzień po osiem bomb dziennie) okres braku piwa trwa jedno przedpołudnie (bo najlepsza jest bomba lub dwie na czczo, przed obiadem, jako aperitif) — to samo jest przy równie ostrej herbatozie, pewni ludzie powinni tylko uważać, aby nie wystąpiła wątroboza — wtedy jest już źle. Ja mówię zresztą tylko o stronie psychicznej problemu — żadnymi zmianami organicznymi nie mam prawa ani ochoty się zajmować. Znane są w szerokich kołach przeróżnych facetów moje słynne doświadczenia nad stosunkiem kawy do herbaty, które przeprowadziłem w Nowym Sączu u doktorostwa Maciaków, wyjechawszy tam umyślnie w tym celu w r. 1933. Kawa daje tylko podniecenie nieokreślone, powodując przyśpieszenie bicia serca i rozszerzenie naczyń, którymi mózg odżywia się bezpośrednio z otaczającej go cieczy. Herbata (podobno teraz znowu teina jest uważana za coś różnego od kofeiny!) ma jeszcze prócz tej (ewentualnej) z kawą różnicy olejki lotne, które działają specyficznie: daje ona więcej „natchnienia” i w pracy umysłowej, i w rysunku, gdzie powoduje też większą koordynację oka z ręką. (To samo daje piwo przy lekko nałogowym jego traktowaniu. Ciekawe jest w związku z tym, że piwo podobnie jak herbata działa rozszerzająco na źrenice, podobnie jak kokaina.)
III. Nowalie hemoroidalne
Wyjechawszy specjalnie nad morze w celu zbadania działania alghorinu176 na hemoroidy w r. 1935 „dostojny gość” (tak nazywam siebie, gdy jestem gdzieś zaproszony, i tym odgrywam sobie kompleks upośledzenia) zaopatrzył się w typy wypadków wyjątkowo fatalnych. Alghorin okazał się nie do... (tzn. nie tak dobry, jak przypuścić by było można), całkiem zaś do... okazała się lanolina. W uzupełnieniu słynnej teorii hr. Xawerego (patrz, chałuju ohydny, głupi nierobasie przeklęty, artykuł o hemoroidach w Narkotykach) trzeba nadmienić, że badania na wypadkach pp. Dziambowicza, Wygórowskiego i Pęchali, specjalnie ciężkich, dały wyniki następujące:
1. Lanolina głęboko przed i po.
2. Zapychanie dobre, ale trzeba poznać dokładnie topografię odbytnicy i wiedzieć, którą „śliweczkę” zapchać najpierw, a którą potem. Inaczej mogą być różne przykrości.
3. Specjalnie (tak twierdzi głównie Józek Pęchala i Staś Dziambowicz) świetne rezultaty dają produkty firmy „Gąsecki” (czopki i maść wynalazku Popowskiego. Stosować tylko na noc)177.