J. Psy łańcuchowe

Widok psa na łańcuchu jest w stanie popsuć mi humor na danym spacerze na dwie godziny, jeśli nie więcej. Zwierzę stworzone i wychowane na przyjaciela człowieka jest bez winy skazywane przez kanalie bez serca na bezterminowe więzienie, tym bardziej że w więzieniu tym nie jest on jak normalny więzień izolowany od świata i jego pokus, tylko przez wzrok i węch, tak silny u psa, wystawiony na ich najsilniejsze działanie. Tak jakby człowieka trzymać całe życie w klatce w sali pierwszorzędnego dancingu z dziwkami I klasy bez możności wzięcia udziału w żarciu, piciu, rozmowach, zabawie itp. lub nawet raczej niezupełnie podobnych rzeczach. Ja wiem, że konsekwentnie trzeba by nie jeść mięsa (ale wtedy trzeba by nie nosić skórzanych butów, bo to jest gruba niekonsekwencja, na którą tylko notoryczni teozofowie pozwolić sobie mogą), nie zabijać pluskiew i wszy, o ile się wyjątkowo posiada takowe w łóżku lub na sobie, a potem idzie kolej na zwierzęce mikroby, a potem komórki roślinne — jednym słowem, trzeba by się położyć pod płotem i zdechnąć — oto jedyne wyjście. Drugie to robić tylko to, co jest konieczne, chociażby nie męczyć bez potrzeby nieszkodliwych dla nas stworzeń; tego tylko na razie wymagam i tego nie mogę się doczekać nawet od lepszych znajomych.

A jest tak, jak jest, bo świat jest walką (IPN) (Potworów) i statystyka działań sprawia tylko względne porządeczki, np. jak egipskie czy średniowieczne państwo albo dzisiejszy faszyzm lub bolszewizm czy też stosunki w dżungli i w szklance błotnistej wody. Poza tym nadmienię, że tak pozornie niemające nic wspólnego ze sobą zjawiska, jak mesjanizm naszych tzw. wieszczów i poufalenie się dopuszczanych zbyt blisko przyjaciół, teoria „Narodu Wybranego” u Żydów i złośliwości starych panien, i pewne zasady chrześcijańskie, mają u podstawy swej tenże sam w istocie źle odegrany kompleks niższości, a to wszystko razem jest wynikiem jedynie nie zderzania się martwych kulek, tylko walki (IPN) o byt — appetition de la monade200: najpierwsze prawo bytu, sformułowane pierwszy zdaje się raz w tej formie przez Leibniza.

K. Ślina

Przekonałem się kiedyś, nie mając jodyny i nie mogąc posmarować nią bąbla powstałego od ukąszenia przez bąka ślepaka, że ślina (przecie każde bydlę się nią leczy) zastępuje doskonale takie środki dezynfekcyjne i uśmierzające. Po kilkakrotnym napluciu na rękę i rozsmarowaniu „bąbelas” ów zniknął bez śladu. Na różne swędzenia i wysypki dobra jest też gliceryna z jodyną, normalnie używana do pędzlowania gardła.

Jeśli cię nic nie swędzi

I nie zanadto boli,

Nie miej pretensji żadnej

Do najsroższej doli

— jak pisał kiedyś poeta.