103. pić, bić się i puszyć się do ostatecznych granic możliwości (...) ratunek na nieprzyjemny podświadomy podkład poczucia własnej małości — dziś też jest picie wprost niesamowite, tylko miejsce bicia się zajęły: sport rekordowy (każdy przecie może być ostatecznie Bronkiem Czechem, ale nie każdy Bronkiem Linke: patrz mój artykuł w „Tygodniku Ilustrowanym”, luty 1936 r.), dancing, bridge i radio. Nikt dziś nie zdaje sobie sprawy z fatalnych skutków tych czterech demonów współczesnego życia. Szczególnie ostatnie zatłamsza swym hałasem resztki inteligencji i czasu potrzebnego do zajęcia się czymś istotnie pożytecznym. [przypis autorski]
104. alkohol, ten wielki pocieszyciel, o którym przeczytać można parę nieuprzejmych słów w książce mojej o narkotykach — występuję oczywiście przeciw nałogom. Kto może bez popadania w nałóg urżnąć się nawet parę razy do roku, ten może sobie na to bezwzględnie pozwolić. Nawet dobra jest taka „wstriaska” [z ros. встряска: wstrząs; red. WL]. Ohydnym świństwem jest każdy nałóg, począwszy od niewinnych pozornie „papierosików”, które są jedną z największych klęsk narodów zaciągających się, aż do najwyższej marki jadów tzw. „białych”. [przypis autorski]
105. Może odezwie się zdrowy zwierzęcy instynkt gatunku i przemówi ponad przemądrzałymi, bezsilnymi, ucylindronionymi głowami mężów stanu i dyplomatów (...) — marzyłem zawsze, że Hitler, ten bezsprzecznie jedyny naprawdę prócz Stalina z jajami facet w Europie, skondensowawszy siłę do maksimum zrobi czysto społecznego szpryngla, tzn. rewolucję, raczej transformację od góry, i zaprowadzi radykalnie socjalistyczny ustrój, tzn. naprawdę demokratyczny, bez zakłamań dotychczasowej demokracji, ustrój pozbawiony jednocześnie koszarowości i falansteryzmu. Ustrój, w którym będzie miejsce na to moje minimum własności: szczotkę do zębów, kobietę i domek z ogródkiem, a mimo to wyzysk jednych ludzi przez drugich i niewolnictwo będzie uniemożliwione. Niestety oczekiwanie to zawiodło. Będzie on na równi z innymi uciekać kiedyś jak tylu innych zamiast być błogosławionym przez wszystkich dobroczyńcą. [przypis autorski]
106. Mais c’est inouї — mais alors tous les Polonais sont des gens détraqués? (fr.) — Ależ to niesłychane, czyż wszyscy Polacy to szaleńcy? [przypis edytorski]
107. eine masslose Selbstüberschätzung — bezgraniczne przecenianie siebie. [przypis autorski]
108. morowy — tu: wybitny, świetny; super. [przypis edytorski]
109. inni za nas, nami samymi, historię przyszłej ludzkości tworzyć będą. I kto wie, czy to nie będą u nas właśnie, jako typowi niezadowoleńcy, Żydzi (...) tak jakoś na razie to wygląda — o ile nie opamiętają się w swej zbrodniczej, opartej o krótkodystansowość i krótkowzroczność, robocie nasi antysemici. [przypis autorski]
110. (...) o ile współcześni wszechświatowi mężowie stanu nie zmądrzeją i nie zarządzą jakiejś dekretowej transformacji od góry. Bo ostatecznie po co są? — możliwe, że Roosevelt jest zaczątkiem nowego typu męża stanu, ale to nie jest jeszcze zupełnie zdeklarowane. [przypis autorski]
111. romansie, który też musi być uczciwą robotą, a nie bezczelnym podlizywaniem się najgorszej publice za parę groszy, co się u nas coraz namiętniej i nagminniej robi — mam wrażenie, że ohydny stosunek wydawców do pisarzy ma też tu swoje źródło. Trudno nie traktować en canaille [fr. na kanalię; red. WL] snardza, który gdy się z nim mówi, śmierdzi cały czymś wstrętnym, co tylko co za marną flotę lizał; a do tego przeważnie jest głupi i niewykształcony. [przypis autorski]
112. vermine de l’Europe (fr.) — robactwo Europy. [przypis edytorski]