I będzie odtąd mu już dobrze.
Jeśli nie „tam”, to może „tu”!
Wskazuje palcem na ziemię. Strażnik wrzuca I Czeladnika. Scurvy’emu przynosi śniadanie na katedrę bardzo młoda, ładna Strażniczka w fartuszku na mundurku. Scurvy pije piwo z dużego kufla.
II CZELADNIK
Już jest nasza jedyna pociecha, nasz dręczyciel, nasz dobrozłoczyńca. Żeby nie to, to naprawdę wściec by się można. Czy rozumiesz, ludzkości, ten niesamowity upadek najlepszych synów twych, że patrzenie na kata staje się jedyną kulturalną rozrywką, i to z tych szlachetnych, bo prócz tego to chyba my dwaj — bo majster nie — hi, hi — jak się brzydzę śmiechem moim, co brzmi jak płacz bezsilnego ciamkacza nad śmietnikiem pełnym ogryzków, niedopałków, wyczesków, skórek i blaszanych puszek — ładny komplet.
SAJETAN
Cichoj — nie obnażaj twych wstrętnych ran przed naszym torturmistrzem — on tym puchnie i tyje duchowo w sobie.
Strażnik patrzy na zegarek — rzuca się na II Czeladnika i wywleka go za drzwi mimo jęków i oporu.
II CZELADNIK
w chwili małej pauzy w wywlekaniu