SAJETAN

grozi mu ogromnym mauzerem, który wydobył ze szlafroka

Za długo się śmiejesz wywodząc te twoje trele aż do zdechu. Ani kroku dalej! I Czeladnik zawraca. On tu musi się zawyć na śmierć z pożądania w naszych oczach zachwyconych mścicieli żądzy.

Od strony miasta trochę z prawej strony wchodzi Księżna, ubrana w strój spacerowy, żakietowy.

KSIĘŻNA

Załatwiłam sprawuneczki. Wszystkie intymne rzeczułki mam tu w woreczku, ze szminką i innymi rupiećkami. Taka jestem kobieca, że aż wstyd, aż śmierdzi po prostu z lekka czymś takim, wicie, bardzo nieprzyzwoitym a powabnym. A — nie ma nic ochydniejszego, przez ch, jak kobieta, jak mówił słusznie pewien kompozytor, i w tej ochydzie najbardziej milutkiego, wali z całej siły rajtpajczą Scurvy’ego, który z dzikim kwikiem zrywa się na równe cztery nogi, potem najeża się i warczy Wstać mi tu w tej chwili do tego całego burdygielu, skorkowaciały, spurwiały mózgu. Będę jadła móżdżek pański posypany bułeczką najwyrafinowańszej męki. A tu masz proszek, który ci da nieskończoną wytrzymałość erotyczną, abyś nigdy zadowolenia nie doznał.

Rzuca mu proszek, który on zjada zaraz, po czym zapala papierosa i pali odtąd ciągle prawą łapą. Nie wstaje już ani razu na dwie łapy.

SCURVY

Do Babilonu z tą szatanicą! — z tym wcieleniem Supra–Bafometa, z tą cycastą Cyrce, z tą paraberą rejentalną, z tą...

Połyka drugi proszek, który daje mu Księżna. Ona „kuca”, jak to mówią, przy nim, a on kładzie jej głowę na kolanach, wywijając przy tym zadem.