Jakiś listek przepłynął po czarnej wodzie.

Ktoś przeszedł się szybko (i zaraz wrócił) po mroczniejącym ogrodzie.

Już druga główka się słania w złowieszczy i pełen kurczów cień,

Za dworem na polach szarzeje i kończy się smutny, powszedni dzień.

Przyleciał mały piesek, powąchał trupki i zaraz się wściekł.

Przybiegł mały człowieczek, co ciastka na podwieczorek piekł,

Płakał i gryzł paznokcie,

Upaprany w cieście po łokcie.

Wbiega Marceli w fartuchu.

MARCELI