A mama śliczną piłkę przywiozła z Warszawy

Już po pilności — poszły w kąty dzieła:

Piłka czas cały zajęła.

Ledwie przetarł oczy zrana,

Dalej do piłki, książka nietykana.

Zeszły chwile do obiadu

A roboty ani śladu.

Tak dzień za dniem marnie ginie,

A czas jak płynie, tak płynie.

Widzi matka, że na nic wszelkie napomnienia,