Skrytym bólem strawione piękne światło znika;

Rozpłynął się w powietrzu wdzięczny blask księżyca,

I w drobnych gwiazd postaci ziemianom przyświeca.

Stanął księżyc wybladły, jak grobowe cienie,

Zawstydzony w pokorze leje łez strumienie,

I rzecze do Wszechwładcy, z łkaniem przerywanem:

„Zlituj się, Ojcze istot, nad mym nędznym stanem!”

Ten, który na pokornych miłem rzuca okiem,

Przesyła mu anioła z łaskawym wyrokiem.

Błysło... a świetny poseł w powietrzu się wznosi,