Zmrok zaległ w pokoju.
Coś jakby szelest sukni, jakby przebłysk dwojga żarem dyszących oczu.
Zerwał się przerażony.
Nie to nie był sen. To ona — ona krwią, ciałem...
Stała oparta o ścianę i oddychała głęboko. Patrzeli na siebie niemi, przestraszeni...
— Przyszłam do ciebie... — szepnęła. — Przyszłam — tęsknota i pragnienie strawiły mnie.
I osunęła się w jego ramiona.
O, upojeń godzina — godzina cudu, kiedy dwie dusze w jedną się zleją, dwa ciała w jedno się splotą...