ZDŻARSKI
Przecież ją trzeba pochować!
MLICKI
Tu ją kazałeś przynieść?! ze strasznym strachem. Tu! Tu! wpada w furyę i krzyczy. Precz, Precz! Bo... bo...
Stoi z zaciśniętymi pięściami.
ZDŻARSKI
do Olgi.
Pani! Nasz rachunek jeszcze nie wyrównany.
Wychodzi.
Pauza. Mlicki na środku pokoju z załamanemi rękami. Olga podchodzi nieruchoma przy ścianie — przez cały czas patrzyła z zastygłą twarzą na obu mężczyzn.