trwożnie.

Ale cóż ci jest? Zdejmże kapelusz! Jesteś chory?

MLICKI

zdejmuje kapelusz.

Nie, nie, nic mi nie jest... Ale ten wiatr jesienny, ten deszcz — szedłem przez park, wiatr gwizdał wśród nagich gałęzi... mówią, że w takim czasie ktoś się obwiesił... He... he, albo może utopił. — Bo są ludzie, co się topią. He, he! Ale zdejmże tę umbrę z lampy — inaczej zdaje mi się, że ktoś tu śmiertelnie chory leży.

OLGA

zdejmuje umbrę, po chwili.

Czy to było konieczne, że Helena aż do końca u ciebie mieszkała?...

MLICKI

Gdzież się miała podziać?