POLA

Spokojna, spokojna. A to już szczęściem... zamyślona I czemuś tego — takiego gościa wprowadził do twojego domu?

ADAM

Musiałem, musiałem! A, powiedz mi, czy jest jakiś dom, w którymby taki pan nie gościł?

POLA

Straszne, straszne! po chwili wskazuje na pałac, skąd coraz głośniejszy dochodzi oddźwięk muzyki. A to cię nie ogłusza?

ADAM

Nic, nic — chwilami pragnę się oszołomić, ale gość mój nie pozwala mi zapomnieć — to, to wskazuje na pałac to dla niej, dla mej żony: kobietę to ogłuszy, ale mnie — nie...

POLA

Adam, ja muszę cię opuścić, taki dom to jak zaraza... Zarazek nieszczęścia przyczepi się do sukni i wniosę go w mój dom.