ADAM
Wszystko jedno, w przepaść, w otchłań, w rozpacz, ale że tak się stać musiało.
GOŚĆ
Rozum dziwnie nierozumny w takich razach...
ADAM
Ale, jeżeli zdołam to zrobić?
GOŚĆ
Wtedy cień mój na ścianę rzucę. Roztoczy nad tobą straszne skrzydła — gdzie się ruszysz, te czarne, upiorne skrzydła — nie! straszne ręce, rozczapierzone, groźne palce, gdyby szpony szatana, co już, już cię pochwycić mają — gdzie się ruszysz, będziesz zawsze widział te straszne, czychające, podstępne szpony — teraz jeszcze ramiona rozwarte, przyczajone, ot — tak, jak pantera do skoku: jedna sekunda, a obejmą cię w piekielne kleszcze, ot! tuż pod gardło — owiną cię piekielnym uściskiem, coraz silniej cię dusić będą, coraz silniej...
ADAM
Aż, aż?