w silnym podnieceniu, chwyta Zygwarta za ramię.

To, to powiedział?

ZYGWART

spokojnie.

Nic więcej ponad to, ale w oczach jego rozkwieciły się dziwne płomyki, których przedtem nigdy tam nie widziałem skłania się, może dlatego, przyznaję szczerze, że w nich czytać nie umiem.

Pauza.

MŚCISŁAW

obiega w najwyższem wzburzeniu komnatę, nagle przystaje przed Zygwartem, ciężko dyszy.

Ty, ty, mówiłeś mi, że jesteś łotrem, a ja widzę, że nim nie jesteś. Powiedziałeś, że umiesz kłamać, a widzę, że kłamstwem się dławisz, że za tysiącem masek się kryjesz, ale w tej chwili musisz być szczerym!

ZYGWART