MŚCISŁAW
jakby nie słyszał, ciągnie dalej.
A wiedząc, że Leszka kochasz — tak wiem, wiem! To też, gdym widział, że lica wasze bledną i oczy wasze w tęsknicy gasną, wezwałem Leszka na mój dwór, chociaż wiem — chociaż wiedziałem... urywa i poprawia się nie! nie, nie wiem i nic nie widziałem — skłamałem, księżniczko — wydawało mi się tylko i przeciera czoło co mi się wydawało? Aha! że radość wam sprawię, gdy go jak najgodniej podejmę — wezwałem najdostojniejszych na tę dzisiejszą ucztę — i, aby go już ponad wszelką miarę uczcić, nie odbierałem od niego przysięgi na wierność, gdym go dziś pasował na rycerza...
KINGA
zimno i dumnie.
O jakim Leszku, mówicie?
MŚCISŁAW
nie może ukryć zdumionej radości.
Nie zrozumiałem cię, księżniczko?