Milczenie — oczy ich spowiły się w tajemniczem oczekiwaniu.
KINGA
Słyszałeś? Mówię ci „ty”, ale raz jeszcze ci powtarzam: w oczy ci splunę, jeżeli na chwilę pomyślisz, żem przyszła żebrać twej łaski...
MŚCISŁAW
Nie wiem, o czem mówisz? Ty? łaski mojej? A przecież to dusza moja zamierała w bezgłośnym krzyku za łaską twojego „ty”...
KINGA
Niegodne to szyderstwo twej duszy, ale ci je wybaczam, bo dusza twoja zbolała i rozraniona...
MŚCISŁAW
patrzy na nią przenikliwie.
Istotnie księżniczko, jakieście to powiedzieli? Moja dusza jest zbolała, rozraniona i podejrzliwa — nikomu nie wierzę, gdy się z pochlebnem słowem do mnie zwraca — ale waszej hardej duszy wierzę.