A, a! to ty Zygwarcie — tyś ponoć jedyny, który mnie w całem mem władztwie ukochał — już zdala cię poznałem po twoim śmiechu.
ZYGWART
patrzy na niego badawczo.
Nie ośmieliłbym się mego wejścia i mej prośby ogłaszać śmiechem.
MŚCISŁAW
Doskonale — doskonale... to pewnie miasto się śmiało — jak ci się zdaje? śmiejące miasto? Miasto, które się w krwawym znoju zdobyło, a które teraz szydzi i śmieje się z zdobywcy swego?
ZYGWART
Ciemną i zagadkową jest osnowa mowy waszej — wydaje mi się, że raczycie, książę, żarty stroić z najwierniejszego swego sługi.
MŚCISŁAW
chwyta go za ramię.