wychodzi.

SCENA XIII

MŚCISŁAW

A co? drogi bracie, wszak odgadłem tajniki twego serca? Leszek stoi skupiony i zamyślany i milczy. A i tobie, Zygwarcie, musiało zmięknąć serce w radosnem poczuciu splendoru, chwały i zaszczytu, który cię spotyka — przecież już nie obstajesz przy mojej sprawiedliwości, z której, patrz, całe miasto się śmieje — wszystkie wieże, baszty, blanki rozchmurz i ty swe czoło i śmiej się razem z murami, dachami, wieżami, na których słońce takim blaskiem spoczywa.

ZYGWART

dwuznacznie.

Istotnie, miłościwy panie, wobec tej błogiej, śmiejącej się, nadziejnej szczęśliwości rodzicielki słońca, stopniała skorupa zatwardziałości mego serca, i pomsty na biednej Wicie nie poszukuję.

MŚCISŁAW

bystro.

A widzisz — jak doskonale przenikam serca i nerwy ludzkie — wiedziałem, że widok, słońcem rozszczęśliwionego miasta cię wzruszy — patrz — widzisz? teraz miasto ma już zbożny wygląd — już nie szydzi, już się nie śmieje — a teraz idź w spokoju, wierny mój sługo i przyjacielu...