Klęka przed nią obyczajem rycerskim na jedno kolano i całuje jej rękę, obecni rycerze czynią to samo — podczas całej sceny tej Halszka stoi bez ruchu, tylko bolesny, zagadkowy uśmiech błądzi na jej ustach — rycerze rozpraszają się w gwarnej rozmowie po obszernem podwórzu.

LESZEK

w nagłym porywie chwyta Halszkę za ręce.

Bywały chwile, w których was widziałem tylko piękną, najpiękniejszą z dziewic tego państwa, ale dziś była chwila, w której rozlałaś się w mej duszy potężną smugą, mocodajnego światła, gdym już słabnąć poczynał w tej ciężkiej walce, a za tą świętą łaskę mało tego, co u stóp twych złożyć mogę.

HALSZKA

z chmurą smutku na czole.

Była chwila, gdym patrząc z tych murów w dół na pole walki, ujrzała cię, jakeś burzą i huraganem spadł zwycięsko na wojsko Mścisława — była to chwila takiego szczęścia, iż zdawało mi się, że ogrom jego piersi mi rozsadza — i za to z naciskiem szczęście zbyt mało tego, co wam z siebie dać mogę...

LESZEK

Nie mów tak, Halszko, bo miałem chwilę, że zdało mi się, że całe miasto na mnie woła, bym je wraz z tobą wyrwał z rąk wroga — chwila, gdziem czuł, że nietylko ja sam ciebie Halszko moja, ale to miasto nas zaślubia i nierozerwalnie łączy, i to zdwajało moje siły, że nie jednego, ale dziesiątki wrogów mógłbym był pokonać — czem ja ci moją wdzięczność okażę? gdzież znajdę podarunek ślubny godny ciebie?

HALSZKA