Miałam chwilę tak niezmiernego szczęścia, gdyś Mścisława pokonał — że dusza moja rzuciła się ku temu miastu w twoje objęcia z jednym krzykiem wniebowzięcia: Leszku! mój Leszku! z ukrytym smutkiem i goryczą ale czułam w głębokiej pokorze, że to za mały dar, serce moje dla słonecznego bohatera, jakim ty jesteś, więc...

patrzy mu z mocą w oczy, jakby do samego dna duszy jego przedrzeć się chciała i boleśnie się uśmiecha.

LESZEK

zaniepokojony.

Co znaczy twój uśmiech — co twój zimny wzrok — Halszko — co ukrywa się pod waszą kwietną mową?

HALSZKA

coraz więcej podniecona.

Nic ponad podziw dla waszej waleczności i męstwa, nic ponad pragnienie, by dzień waszej chwały usłonecznić większym jeszcze blaskiem, jak ten, jaki się nad miastem teraz żarzy, i większem jeszcze szczęściem, jakieby mogło dać wam wasze zwycięstwo i serce moje, złożone wam w ofierze...

dyszy ciężko.

LESZEK