Chwila pauzy milczącego oczekiwania.

Cztery bramy ma to miasto, źle strzegł je Mścisław, więc ledz musiał — jeśli i mnie ten sam los spotkać niema, muszę bram swego miasta strzedz godniej — i gorliwiej, a najgorliwiej tej bramy, przez którą w zwycięskim pochodzie do tego świętego miasta wkroczyliśmy.

Bo jest to brama nieustannej czujności, hartownej mocy, bacznej i zimnej rozwagi, nieustraszonej waleczności i męstwa po trzykroć razy, w ogniu niebezpieczeństw wszelakich, hartownego spiżu serca, którego żar stu słońc imać się nie zdoła.

Szmer potakiwania wśrod zgromadzonych.

Straż tej bramy poręczyłem synowi Wyszomira, wielkiego władyki, któremu tu na tym miejscu hołd składam za jego zasługi, i głęboką boleść, że syn jego jedyny Damian nie poszedł, jak tego po nim oczekiwałem, śladem ojca, że wielką popełnił winę, tak, że go przed sąd niezwłocznie powołać muszę.

WYSZOMIR

drżący z oburzenia i wzruszenia — ale pewnym głosem.

Sądź — sądź go po sprawiedliwości!

LESZEK

Damian, syn księcia Wyszomira złożył mi przysięgę wobec najprzedniejszych mych rycerzy, oraz ojca swego, że nakaz mój wiernie spełni, ale nakaz księżniczki Kingi, która, jak wiadomo, winna była skrytobójczego zamachu, wykonanego przez powiernicę jej Witę, na siostrę dzielnego Zygwarta, a moją przyszłą małżonkę, był mu świętszy nad wszelkie przysięgi.