sadza ją z powrotem na krześle.

Tylko nie tak gwałtownie — książę Leszek tu zaraz nadejdzie... Ja wiem, aż nadto dobrze, żeście tylko dlatego tu przyszli, boście zapragnęli ujrzeć mego brata Leszka.

KINGA

z wzgardliwem zdumieniem.

O jakim bracie mówicie, książę?

MŚCISŁAW

O bracie Leszku, jak najoczywistszym moim bracie. Wprawdzie przypadek zdarzył, że nasze matki inaczej się mienią — ale to niema nic do rzeczy. Może to tylko dziwny zbieg okoliczności — ha, ha, ha — a może i konieczność — bo ja wiem — ja tego wiedzieć nie mogę — w każdym razie do waszego rodu przynależę i jestem waszym opiekunem poniekąd, jako pierworodny...

KINGA

zrywa się.

Nie potrzebuję opiekunów!