siada i milczy, ale śledzi każden ruch jego.

MŚCISŁAW

obrzuca długiem spojrzeniem Kingę — przystaje przed nią.

KINGA

Czy Wasza Książęca mość czeka jakiego słowa odemnie, ma mi coś do rozkazania, lub chce mnie ukarać za jakieś niewczesne słowo? Słowo, które może bezwiednie wyrzekłam?

MŚCISŁAW

Ha, ha, ha... Co też wy, księżniczko, sobie wyobrażacie?! Wprawdzie tam coś niecoś w nieporządku z moim rodowodem... cynicznie ale Zygwart, jedyny mój przyjaciel w całem państwie — a wierzyć mu muszę, że mnie miłuje — twierdzi, że krew królewska nie plami, i ja miałem sam na tyle mocy i siły, że objąłem tron mego ojca, mimo, że mnie bastardem zowią... nieznacznie uśmiechnięty i wy, księżniczko, też musicie się z tem liczyć, że mojej władzy podlegacie...

KINGA

zrywa się.

MŚCISŁAW