Idę, już idę
przystaje chwilę przed Kingą, jakby chciał coś powiedzieć, ale odwraca się i wychodzi, poprzedzony przez herolda.
SCENA XIV
Kinga sama.
KINGA
patrzy przez chwilę za wychodzącym Leszkiem, który niknie za kotarą, patrzy błędnie przed się, wyciąga ramię, jakby się o coś oprzeć chciała, zatacza się ku ścianie i macając ścianę rękoma, robi kilka kroków i osuwa się z szeroko, w błędnej rozpaczy rozwartymi oczyma, na obok stojące krzesło.
Kurtyna zapada.
AKT II
Obszerne podwórze zamku romańskiego na przełomie gotyku, z obydwóch stron krużganka z romańskimi filarami, poprzez które widać ogród — w głębi skrzydło zamku, w którym poprzez wielki portal i przedzielone filarami okna romańskie, widna wielka sala przyjęć, ponad nią balkon, dla przyglądających się dam. Całe podwórze zasłane kobiercami i suknem kosztownem — z prawej strony na podwyższeniu tron, nad którym zwiesza się wśród makat drogich, na czerwonym brokacie wyhaftowany herb miasta: lew, który w paszczy trzyma w dwie strony rozchodzące się miecze. Portal prowadzący do sali biesiadnej zasłonięty bogato wyszytą draperją, balkony i filary owite wieńcami i zielenią. Tu i ówdzie krzątają się dworzanie i giermkowie i kończą przygotowanie do uroczystości. Cały obraz oświetlony jaskrawem, zachodzącem słońcem, potem w ciągu aktu zapada zmrok, wschodzi księżyc i służba zapala pochodnie.