klęka, kładzie palce na mieczu: głośnym, pewnym głosem.
Przysięgam dla miasta tego przodków moich oddać wolność, szczęście, cześć rycerską i życie do ostatniej kropli krwi. Tak mi Boże dopomóż!
Jednogłośne okrzyki: Amen! Amen! Niech żyje książę Leszek!
MŚCISŁAW
wstaje złowrogo wyprostowany, a gdy okrzyki milkną: z ujmującym uśmiechem.
Zdaje się, że miłego sercu naszemu brata, godniej na moim dworze i w tem mojem mieście powitać nie mogłem. Leszek kłania się głęboko. A teraz szlachetne panie, oraz dostojników i rycerzy mego księstwa proszę na biesiadę, zbyt ubogą, niestety, przy tak wielkiej uroczystości.
Skinął ręką i w tym samym porządku, co poprzednio idzie cały orszak do sali biesiadnej, a za niem całe rycerstwo, z balkonu powstają damy i też udają się do sali.
SCENA IV
Idący na końcu orszaku Szaluta i Bolko przystają nagle, patrzą po sobie niespokojnie, i jakby zawstydzeni.