— To metafizyka, tego nie rozumiem!
Swoją drogą miałem dla Strindberga niezmierną cześć i wielki szacunek — niesłychanie wysoko stawiałem jego dramaty: Ojca, Hrabiankę Julię, Wierzycieli; przedmowę do jednoaktówki Comtesse Julie uważam w dziedzinie dramatu za coś iście przełomowego, a powieść jego Nad otwartym morzem cenię dotychczas jako jedną z najlepszych powieści w ogóle, nie tylko szwedzkich, ale ogólnie europejskich.
Nie potrzeba było sugestii tego uwielbienia, jakim Młode Niemcy darzyły poonczas Strindberga, bym go stawiał na tym piedestale, na jakim dla mnie istniał; byłem jak najzupełniej i wtedy, i teraz świadom jego wielkości, ale między nim a mną zionęła cała przepaść, a przede wszystkim w zagadnieniu stosunku kobiety do mężczyzny.
Dla mnie kwestia ta: mężczyzna i kobieta, to jedna i ta sama rzecz, tylko inaczej spolaryzowana; ujemnie czy dodatnio, kto to rozstrzygnąć może?
Strindberg popełnił ten sam błąd, który kilkanaście lat po nim miał Weininger346 popełnić: mierzył kobietę miarą mężczyzny, a do dwóch różnych, diamentralnie różnych rzeczy nie można ani nie wolno jednego i tego samego łokcia przykładać.
Ile razy stawiam sobie to pytanie, czy Strindberg popełnił błąd, nasuwa mi się przypuszczenie, że musiał go popełnić: Strindberg mierzył kobietę miarą kobiety — a gdyby to już nie zakrawało na jakiś dziki paradoks, to gotów jestem twierdzić, że Strindberg, w którym tkwiło co najmniej 90% kobiecości, męskiej miary w ocenianiu kobiety mieć nie mógł — swoją drogą żaden mężczyzna nie jest w stanie ocenić, czy miara Strindberga jest sprawiedliwa lub nie, tę kwestię kobieta tylko ocenić i sprawdzić może.
Mężczyzna inaczej patrzy na kobietę jak Strindberg i nie jest w stanie sprawdzić, czy kobieta tak wygląda, jak ją Strindberg przedstawia, ale możliwe, że jedyny, w najwyższym stopniu „genialny” umysł „kobiety”, jaki dla mnie przedstawia umysł Strindberga — całą bolesną prawdę wyłowić zdołał.
Tylko kobieta umie tak kobietę nienawidzić jak Strindberg, a może i dla żadnej kobiety nie był tak znienawidzony typ mężczyzny, który Strindberg nazywał gynolatrem, jak właśnie dla niego.
Dla mnie było zagadnienie mężczyzna — kobieta prostą, choć niezmiernie głęboką kwestią biologiczną, i to nas różniło: kategoryczność kobieca w Strindbergu domagała się gwałtownie, bym szedł jego śladami. A to już nie było dla mnie możliwe, bom nie mógł sobie stawić tak śmiesznego pytania, czy kobieta jest wyższym typem człowieka od mężczyzny, czy też niższym. Dla mnie to pytanie oczywiście istnieć nie mogło: jako mężczyzna nie mogę ani nie jestem w stanie w jakiśkolwiek etyczny czy też jakiśkolwiek inny sposób wartościować kobiety jako takiej, bo jest czymś diametralnie [innym,] poniekąd innym stworzeniem ode mnie — ani niższa, ani wyższa, tylko inna.
Zdumiewające, że z większą może nienawiścią, jaką Strindberg zionął ku kobiecie, pieniła się Gabriela Zapolska przeciwko mężczyźnie.