Niech się to wyda groteskowo paradoksalne, co śmiem teraz powiedzieć, ale od tej myśli odczepić się nie mogę: z tą samą furią, zaciekłością, z jaką Strindberg szalał przeciwko kobiecie w sobie, znęcała się Zapolska nad mężczyzną w sobie.

Dałem tylko krańcowe przykłady (przecież mnie nikt chyba nie posądzi, bym miał równać Strindberga z Zapolską jako artystów) — przykłady, jak mści się w duszy artysty nadmiar kobiecości lub na odwrót: w duszy artystki nadmiar męskiego pierwiastku.

W normalnych warunkach nigdy kobieta nic wiedzieć nie może o mężczyźnie ani mężczyzna o kobiecie — wszystko, co kobieta pisze o mężczyźnie, jest prostą, przeważnie niesłychanie śmieszną fikcją, a to, co mężczyzna pisze o kobiecie, to również fikcją: tak wygląda kobieta w jego duszy, kobieta przez niego stworzona, z morskiej piany najgłębszych pokładów oceanicznych głębi jego duszy wyłaniająca się Wenus — nic więcej.

Między kobietą a mężczyzną nie ma i nie może być żadnego pomostu — prócz miłości.

Nienawiść z jednej lub drugiej strony, to obłąkany „Tamas” hinduskiej filozofii, który naszym życiem rządzi i każe nam dwie całkiem nierównomierne wielkości jednym i tym samym głupim łokciem mierzyć.

Och, jak rozkosznie rzechocze matka nędznego bytu ludzkiego, straszna Maja347, gdy patrzy na tę oszalałą, rozbestwioną walkę między samcem a samicą — to by jeszcze nie było najgorsze — ale: między wrzekomo „wiedzącym” mężczyzną, a — risum teneatis348 — „równouprawnienia” żądną niewiastą!

Ha, ha, ha!

Mężczyzna, prócz Strindberga i Weiningera, dawno już zrozumiał, że istnieje inna miara wartościowania dla kobiety i całkiem inna dla mężczyzny.

Obłędną fikcję „równouprawnienia” otrzymuje się tylko wtedy, jeżeli wyrzuci się poza nawias całe życie, a więc różnicę płci. Bo tylko wtedy, jeżeli się płeć wyeliminuje i poczyna się myśleć abstrakcyjnie, zapomina się o tym, że prawa podtrzymania bytu ludzkiego narzuciły całkiem inne obowiązki i cnoty kobiecie, a całkiem inne mężczyźnie.

Jaka śmieszna megalomania — a taką opętana li tylko bezpłodna lub bezpłciowa kobieta (das dritte Geschlecht349 — nazywa Niemiec wzgardliwie tego rodzaju bastarda) — chcieć przełamać jedno z najwięcej „żelaznych” praw natury; i jaki brak poczucia własnej godności i własnego majestatu, boć przecież bez najwznioślejszej funkcji kobiety, najszlachetniejszego jej dostojeństwa i najboleśniejszej ofiary: macierzyństwa — życie istnieć by przestało.