To była Schlafa, później przeze mnie przetłumaczona na polski język, Wiosna; czytał, czytał, głos jego drżał, mienił się, zawodził, a nagle buchnął Dehmel strasznym, niepowstrzymanym płaczem.

Frühling! Oh, Du mein Frühling403 — zakrwawiał się Schlaf.

Frühling, Oh, Du mein Frühling! — wstrząsało konwulsyjnym płaczem Dehmla.

Z wielkim trudem zdołaliśmy — żona jego Paula, która nadbiegła, i ja — go uspokoić.

Zostałem przy nim przez całą noc, a gdybym miał już całkiem utracić pamięć, tej nocy nie zapomnę.

Gdym rano wrócił do domu, zastałem biedną izdebkę umajoną przez kochające ręce tatarakiem i gałązkami brzozy, bo było to pierwsze święto Zielonych Świątek.

Pomyślałem o 23 świeczkach, którem zastał, gdym wracał przed rokiem od Oli Hanssona w dzień moich urodzin.

I, zaczem zapomnę:

Pani Paula, pierwsza żona Dehmla — błogosławiona niech będzie jej pamięć — była doskonałą pianistką i, jak na kobietę, gra jej była niezwykle indywidualną; najulubieńsza uczennica znanego muzyka Szarwenki, była doskonałą odtwórczynią Beethovena.

Dehmel tworzył najpiękniejsze rzeczy, gdy Paula mu o zmroku godzinami grała, i Dehmla mogła tylko muzyką uspokoić.