Dobre trzy czwarte wszystkich zbiorów w Rapperswilu, to dary Bukowskiego, a jeżeli dziś nie znajdziesz w Szwecji ani na pokaz nic z tych olbrzymich łupów zrabowanych ongi w Polsce przez Szwedów, to jedynie dlatego, że Bukowski wykupił niemal wszystko, co się w prywatnych rękach możnych szwedzkich baronów znajdowało, by te bezcenne skarby Rapperswilowi ofiarowywać. A jeżeli w Państwowym Muzeum w Sztokholmie pokazują rzadkie i niesłychanie cenne pamiątki polskie z wojen szwedzkich z stereotypową wzmianką: „Tośmy uratowali z Polski” — to w ten sam sposób ratował Bukowski dla Polski niezmiernie rzadkie i bezcenne druki polskie, zrabowane przez Szwedów, a które gniły w piwnicach lub na strychach Państwowej Biblioteki — a Bukowski fungował433 długi czas z polecenia onego jowialnego Karola XVI, który sobie bardzo Polaków ukochał, jako bibliotekarz przy tej bibliotece.
I w tym charakterze zdołał uratować dla Polski nie tylko białe kruki, ale tysiące tomów dzieł polskich, które dla szwedzkiej biblioteki były zupełnie bezwartościowe, a dla nas kosztownym nabytkiem.
Głęboki znawca sztuki, wtajemniczony w wszystkie arkana związane z niezmiernie trudnym fachem zawodowego antykwariusza, i to do tego stopnia, że zjeżdżano do niego z Anglii i z Ameryki, by w wątpliwych i spornych kwestiach jego rozstrzygającej rady zasięgnąć, posiadał sam najpiękniejszy i najbogatszy antykwariat w całej Skandynawii, pilnie uczęszczany zwłaszcza przez koronowane głowy ówczesnej Europy.
A miał ci on siła do opowiadania o tych koronowanych głowach. Wszystkim im się zdawało, że niesłychanym zaszczytem dla Bukowskiego będzie ten fakt, że kupią, a nie zapłacą. Dwa lata musiał się Bukowski procesować z królową Wiktorią, matką cesarza Wilhelma, zanim mu wreszcie wypłacono dziesięć tysięcy koron szwedzkich za rzecz potrójnej wartości; przed Wilhelmem II trzeba było bardzo grzecznie drzwi zamknąć, a przed wizytą następcy tronu angielskiego, późniejszego Edwarda VII, ostrzegł szwedzki król, Oskar II, Bukowskiego przez swego adiutanta, że prawdopodobnie zniknie podczas tej wizyty jakiś drogocenny przedmiot, za który jednakoż dwór szwedzki odpowiada.
I istotnie „zwędził” królewski — oczywiście nie złodziej, tylko a „kleptoman” — bardzo rzadki naszyjnik o ogromnej wartości. Bukowski spostrzegł się natychmiast — posłał rachunek na dwór królewski, który bezzwłocznie przez Oskara II wyrównany został. Oj! drogo, bardzo drogo kosztowało Oskara II goszczenie takiego „kuzyna”.
Zwykle małomówny, w sobie zamknięty, nawet na zewnątrz zgryźliwy i zdziwaczały — takim mi się przynajmniej wydawał — rozjaśniał się i ożywiał, gdy w swoim gościu dosondował się do tej samej miłości ku rzeczom „starym”, jaką właściwie on cały żył. A posiadał jedynie cenne i wartościowe rzeczy i całą jego tragedią było, gdy był zmuszony się z nimi rozstawać. Bolało go to niezmiernie, że musiał sprzedawać przedmioty, których wyszukanie i odnalezienie czasami miesiące całe czasu go kosztowały, ale nad manią fanatycznego i rzadko wykształconego434 kolektora górowała maniacka wprost miłość do ukochanego Muzeum Rapperswilskiego: ono pochłaniało cały jego trud i mozół, i ciężką, wyczerpującą pracę, i wszystkie jego siły, majątek i wszystkie prawie dochody, jakie mu jego bogaty antykwariat przynosił.
Niezapomniane te jasne, piękne godziny, które u Bukowskiego w jego kantorze — kantor ten był miniaturą cudownego muzeum — spędzałem, kiedy się ten stary pan o rzadko szlachetnej i pięknej twarzy rozgrzał i rozgadał, kiedy znosił mi z swego antykwariatu najrzadsze i najkosztowniejsze przedmioty, tłumaczył ich wartość i uchylał przede mną szparkę, przez którą na jeden błysk zdołałem pochwycić promyczek tajemnicy znawstwa istotnego, śmiało powiedzieć mogę, genialnego antykwariusza.
To najjaśniejsze moje wspomnienia z Sztokholmu. Poza tym przeżyłem tam jedno z najwięcej wstrząsających wrażeń w całym moim twórczym życiu, a dała mi je — nie moja „duchowa ojczyzna”, he, he, ta mi nic nie dała, przynajmniej w Szwecji nic — ale zdumiewająco potężna, ponad wszelką miarę wspaniała, królewska gra Eleonory Duse435!
Podczas mego pobytu gościła z swoją trupą w Sztokholmie i występowała pięć razy.
Pomnę ją w Damie Kameliowej, Norze Ibsena, Gnieździe rodzinnym Sudermanna i dwóch jeszcze francuskich, a może i włoskich komediach.