Był wprawdzie poonczas w Krakowie człowiek o ogromnej kulturze — za późno miałem się dowiedzieć, kim był Antoni Potocki609 — gdybym był go wtedy znał, nigdy bym się nie zgodził na objęcie „Życia”, którego prawdziwie dojrzałym, stanowczym kierownikiem z jasnym programem i świadomością celów, jakim „Życie” służyć powinno, mógł być obok Miriama tylko on.
Za mało orientowałem się wtedy jeszcze w piśmiennictwie polskim.
Potocki patrzył na mnie, nie rozumiałem, dlaczego tak przenikliwie mi się przypatruje — przez miesiąc czasu od mego przybycia, widział, co się naokoło mnie dzieje; jak w jasnowidzeniu uczułem, że to ktoś, komu się krzywda wyrządza, ale zaczem zdążyłem się poinformować, kim jest Antoni Potocki, już był wyjechał do Paryża.
Ten sam Antoni Potocki po lat dziesiątkach miał wyolbrzymić moje znaczenie w piśmiennictwie polskim w swoim dziele Polska literatura współczesna do tych granic, które może być, że były mi wyznaczone, ale obręb ich, który zdołałem przekroczyć, zbyt mały, bym mógł doznać jakiejś satysfakcji przy czytaniu tych pięknych, mojej twórczości poświęconych kart; raczej uczułem się zawstydzony i upokorzony, żem nie zdołał tego dokonać, czego najlepsi i mi najżyczliwsi ode mnie się spodziewali. Według Potockiego ziściłem polegane610 we mnie nadzieje — co do mnie, to ani na chwilę się nie łudzę, że im sprostać nie zdołałem.
W jednym tylko trafił w sedno:
„Życie” Szczepańskiego to jeszcze widok owego obozu przed bitwą: rządzi też w nim oboźny, nie wódz. Po krótkim interregnum, w którym „Życie” objął zawsze młodzieńczy Sewer, nastąpi czas właściwej walki. Obóz zamieni się na świętą kohortę, idącą wyraźnie do ataku. „Życie” będzie jeszcze przez rok pismem z formy, lecz z treści będzie jakby jedyną strofą zwycięskiego peanu. Winkelrydem — wodzem i ofiarą zarazem — będzie Przybyszewski611.
To ostatnie się ziściło, ale ten zwycięski pean skonał już po pierwszej strofie.
V
Po długich staraniach — a kilka lat to trwało, zdołałem wreszcie zdobyć to „Życie”, którego byłem redaktorem od 15 października 1898 r. (rok II nr. 38 i 39), aż do skonu tego pisma — 1 stycznia 1900 r. (rok IV nr 1), a więc przez całe pięć kwartałów.
Raz po raz przerzucam karty całego tego grubego tomu, rozpamiętywam z cichą melancholią dzieje całkiem nieprawdopodobnych wysiłków, by w piśmie tym spełnić to, com, obejmując redakcję, przyobiecywał.